EZT – profesjonalizm i satysfakcja

Facebook
Twitter
LinkedIn
Pinterest
Pocket
WhatsApp

Zakłady Usługowe EZT w Sosnowcu w 2020 roku obchodziły 30-lecie swojej działalności. O początkach, wytrwałej drodze do sukcesu oraz funkcjonowaniu w czasach pandemii rozmawialiśmy z Prezesem Zarządu EZT S.A., Wojciechem Haliniakiem.


Czy pamięta Pan, jak to wszystko się zaczęło? Skąd pomysł na firmę o takim profili działalności? Jakie były Pańskie początki 30 lat temu?
Trzydzieści lat temu już byliśmy bardzo dobrze zorganizowani. Początek tak naprawdę był kilka lat wcześniej. Studiowałem wówczas w Gliwicach i aby sobie dorobić, chodziłem na tzw. wagony, czyli sprzątaliśmy te żółto-niebieskie pociągi elektryczne. Po pewnym czasie mój serdeczny kolega, z którym pracowałem, został brygadzistą. I w momencie, gdy skończył studia, nie mógł już dalej pracować w Spółdzielni Studenckiej. Ja akurat studiowałem nieco dłużej i zostałem przez niego zarekomendowany jako nowy brygadzista.

Czyli pierwsze odpowiedzialne stanowisko kierownicze piastował Pan już w trakcie studiów?
Tak się akurat złożyło. Kilka lat pracowałem na stanowisku brygadzisty i zanim skończyłem studia, zmieniły się przepisy. Dlatego miałem możliwość, by nie będąc już studentem, wciąż pracować w Spółdzielni. Po drodze była jeszcze obowiązkowa wówczas służba wojskowa. Jednak po czterech miesiącach szkółki, w wojsku byłem w od 8.00 do 16.00, a poza tymi godzinami miałem czas wolny, więc mogłem go wykorzystać na pracę.

Mówimy cały czas o pracy dla Spółdzielni Studenckiej. Kiedy przyszedł ten moment, gdy postanowił Pan rozpocząć działalność na własny rachunek?
Przyszedł rok 1989, kiedy nagle rynek się uwolnił. Wcześniej rynek pracy dla Spółdzielni Studenckich był regulowany. I w roku 1989 oraz 1990 firmy prywatne zaczęły składać na kolei oferty, bo chciały robić to samo, co my. Ceny zaczęły spadać. Trzeba było zacząć wprowadzać różnego rodzaju optymalizacje. Doszliśmy w pewnym momencie do wniosku, że my również powinniśmy składać oferty na własny rachunek. Założyliśmy wówczas Zakłady Usługowe EZT i zaczęliśmy przejmować część zleceń. To był początek naszej działalności.

Skąd wzięła się nazwa EZT?
Długo szukaliśmy odpowiedniej. Nasza konkurencja nazywała się Kolejowe Zakłady Usługowe. My natomiast sprzątaliśmy elektryczne zespoły trakcyjne – EZT. I tak już zostało: Zakłady Usługowe EZT. Niezbyt szczęśliwa nazwa według mnie, ale gdy się rozwinie działalność, to później trudno ją zmienić.

Z jakimi obawami mierzył się Pan na początku swojej działalności? Czy coś spędzało Wam sen z powiek?
W momencie kiedy rozpoczynaliśmy, mierzyliśmy się z sytuacją, jakiej nigdy wcześniej jeszcze nie było. Z dnia na dzień z socjalizmu przeszliśmy do kapitalizmu. Ja, będąc po studiach, byłem specjalistą obróbki cieplnej metali i metaloznawstwa i właściwie miałem drogę wytyczoną. A w tamtym momencie pojawiła się taka alternatywa, że albo chwycę tę okazję, albo ktoś inny ją chwyci. Zdecydowałem się, aczkolwiek nie miałem wówczas pojęcia, że to może tak się rozwinąć i tak długo trwać. Myślę, że nie tylko my, ale wszyscy w tamtych czasach żyliśmy z miesiąca na miesiąc. Pół roku to była bardzo długa perspektywa, a rok to już abstrakcja. Tak po prostu było…

Z czym szczególnie musiał się Pan wówczas zmierzyć? Co było największą trudnością?
Odpowiem nieco przewrotnie na to pytanie, gdyż jak patrzę na to wszystko z dzisiejszej perspektywy, to wydaje mi się, że… w tamtych czasach było bardzo łatwo. Dziś jest coraz trudniej! Wtedy wymarzyliśmy sobie kapitalizm, ale nie wiedzieliśmy, na czym on polega. To wszystko nas zaskakiwało z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok. Kiedy zaczynaliśmy, to ustawa o działalności gospodarczej miała (teraz już nie pamiętam dokładnie) chyba tylko ok. 30 punktów i zawierała się na dwóch, trzech stronach. Założenia były takie, że miało być jak najprościej, jak najszybciej i przy równych prawach dla każdego. Mówiąc inaczej: wszystko co nie było zabronione, było dozwolone. To bardzo dobrze funkcjonowało, pod warunkiem że było się w dobrych relacjach z klientem. Dopiero z biegiem czasu weszły zakłady pracy chronionej czy ustawa o zamówieniach publicznych. Jakieś ograniczenia odnośnie ochrony, koncesje, licencje i tak dalej. Atmosfera zaczęła się zagęszczać i do tego dochodziła konkurencja. My na początku nie musieliśmy nikomu nic odbierać. Można powiedzieć, że… pieniądze leżały na torach.
Spotykaliśmy się oczywiście z różnymi trudnościami, jak choćby hiperinflacja. Ceny niesamowicie galopowały i mieliśmy bardzo przyziemny problem, jak zachęcić ludzi do pracy, podczas gdy inflacja powodowała, że ustalone stawki po dwóch miesiącach były już zupełnie nieopłacalne. W latach 90. Balcerowiczowi tę inflację udało się okiełznać. My się natomiast tego wszystkiego uczyliśmy. Nie mieliśmy żadnego menedżerskiego wykształcenia. Mówiąc wprost, bardzo często szliśmy na żywioł i dopiero po jakimś czasie dochodziliśmy do sprawdzonych rozwiązań. Nie ukrywajmy, że efektywność działania była bardzo niska. Ale obserwowaliśmy, co nie działa, i staraliśmy się to korygować. I tak krok po kroku…

I jak wyglądały te kroki? Jak przebiegał rozwój firmy?
Lata 90. to był najburzliwszy i najbardziej nieprzewidywalny czas. Tak jak wszyscy, również i my próbowaliśmy różnych rzeczy. Ponieważ nie wydawało nam się, że usługi czystości mogłyby być podstawą trwałego biznesu, co – jak życie pokazało – było błędnym założeniem, próbowaliśmy również działać w innych obszarach. Mieliśmy szwalnię, mieliśmy rozlewnię środków chemicznych… Podejmowaliśmy się bardzo wielu aktywności. W pewnym momencie – przez jakieś dwa, trzy sezony – handlowaliśmy nawet ozdobami choinkowymi. Staraliśmy się reagować na bieżąco, wykorzystując pojawiające się nisze. Współpraca z kolejarzami podsunęła mi również taki pomysł, by uruchomić suszarnie piasku jako materiału zwiększającego tarcie w lokomotywach. Ten zakład również przez kilka lat funkcjonował.

Czy był taki moment, który w Pańskiej opinii można uznać za przełomowy w historii EZT?
To rozpoczęcie pięć lat temu ciągu reform. Osobiście się w to zaangażowałem i powiem szczerze, że myślałem, iż zajmie mi to pół roku, a następnie wyjadę gdzieś na długie wakacje. Nie wyszło… (śmiech) Muszę przyznać, że przez ostatnich pięć lat firma bardzo się zmieniła. Inaczej działamy, po inne rzeczy sięgamy. Ja się wciąż uczę, ludzie, którzy są wokół mnie, wciąż się uczą. Próbuję stosować jakieś bodźce, ale tak naprawdę myślę, że wszystko, co dobre, to są właśnie ci ludzie wokół, którzy się angażują.

No dobrze, proszę więc zdradzić, jaka jest Pańska recepta na to, by prowadzić firmę w taki sposób, by z sukcesami utrzymała się 30 lat na rynku?
Nie czuję się specjalnie uprawniony do pouczania innych, ale myślę, że wszystko, co robiliśmy i co wciąż robimy, jest nakierowane na perspektywę co najmniej kilkuletnią. Na pewno coś, co gwarantuje kontynuację działalności przez długie lata, to jest rozsądek w działaniu. Mam tu na myśli działanie zgodne z prawem. Myślę również, że lepiej jest jeść troszkę mniejszą łyżką niż chochlą. Bardzo ważne, by postępować fair wobec pracowników, podwykonawców, dostawców i przede wszystkim wobec klientów. Moim zdaniem, to się później przekłada na długodystansowe działanie. To jest również kwestia bycia w zgodzie z wartościami, które się z domu wyniosło, oraz kwestia tego, jakim człowiekiem chce się być.

Tutaj generalnie chodzi o to, by krok po kroku robić rzeczy, z których samemu czuje się satysfakcję. Wówczas ludzie wokół oraz klienci również będą zadowoleni. I tak, niejako przy okazji, robi się z tego wieloletni biznes…

A czy w trakcie Pańskiej działalności pojawiały się chwile zwątpienia?
Oczywiście, takie chwile się zdarzają.

Jak sobie z nimi radzić?
Ja jestem człowiekiem pełnym energii i sądzę, że optymizm na pewno jest wskazany. Ktoś jednak kiedyś powiedział, że optymizmem trzeba sterować. W stosunku do ludzi tę swoją optymistyczną stronę należy eksponować, bo ludzie tego potrzebują, ale pamiętajmy, że optymiści nie są realistami – wszelkie badania naukowe tego dowodzą. Zatem pesymista znacznie lepiej przewiduje przyszłość, i to wcale nie tylko negatywną, również tę pozytywną. Optymista to natomiast osobowość bliska fantazji, jakimś nieuzasadnionym wizjom. I z tym trzeba bardzo ostrożnie. Najprościej mówiąc, menedżer swoim optymizmem powinien sterować, chociaż jest to bardzo trudne.

Jak obecnie ocenia Pan rynek usług czystościowych?
Rynek jest ogromny, właściwie nieograniczony. Pomijając ostatni okres, w którym doświadczamy trudności związanych z COVID-19, ogólnie odnotowujemy wzrost wartości PKB, który przejawia się wzrostem konsumpcji, większą produkcją i coraz większą liczbą biznesów (często biznesów dużych) potrzebujących naszego wsparcia.

Jeżeli chodzi o rynek usług czystościowych, nie widzę jakiejś bariery. Po prostu trzeba być lepszym od konkurencji i iść do przodu.

Rok 2020 był wyjątkowym czasem dla wielu podmiotów gospodarczych. Czy sytuacja związana z pandemią  jakoś szczególnie wpłynęła na działalność firmy oraz Pańskie plany?
Na pewno pojawienie się wirusa i ogłoszenie pandemii zmusiły nas do zweryfikowania strategii. Najważniejsze jest to, że nie redukujemy swojej działalności, ale faktem jest, że założony przez nas na 2020 rok wzrost nie został osiągnięty. W usługach czystościowych kilku, może kilkunastu klientów wystąpiło o zredukowanie zakresu działań w konkretnym przedziale czasowym. My zawsze stawiamy klienta na pierwszym miejscu i podchodzimy do współpracy z nim elastycznie. Dlatego wychodziliśmy naprzeciw oczekiwaniom naszych kontrahentów i w miarę możliwości zmienialiśmy te zakresy. Często jednak realizowaliśmy wtedy inne rodzaje usług czystościowych.

A czy specyfika 2020 roku spowodowała, że zmuszeni Państwo byliście obchodzić swój jubileusz inaczej, niż zakładaliście?
Oczywiście, że tak. Mieliśmy zaplanowane co najmniej dwa duże wydarzenia. Pierwszym z nich miało być spotkanie dla podmiotów, z którymi na co dzień współpracujemy, tj. klientów, dostawców, firm kooperujących, podwykonawców. To wydarzenie miało mieć uroczysty charakter biznesowego spotkania, ale w bardzo przyjemnej atmosferze. Zaplanowana była również niesamowicie interesująca oprawa artystyczna. Przygotowania były już na bardzo zaawansowanym etapie. Druga część obchodów to miał być piknik dla pracowników z rodzinami, który planowaliśmy na ok. 500 osób. Niestety,byliśmy zmuszeni odwołać te wydarzenia. Cały jednak czas przypominamy o naszym jubileuszu na wiele innych sposobów, które nie kolidują z obostrzeniami covidowymi. Takimi działaniami, z których szczególnie się cieszę, a które realizowaliśmy w ramach naszych obchodów 30-lecia, było przekazanie części niewykorzystanych na organizację wspomnianych wydarzeń środków finansowych dla instytucji, które znalazły się w trudnej sytuacji. Były to stowarzyszenia, które wymagały wsparcia zarówno finansowego, jak i realizacji usług typu dezynfekcja. W ramach naszych działań udało się wesprzeć m.in. hospicjum, wspólnoty mieszkaniowe czy wówczas jeszcze szpital jednoimienny w Tychach.

Autor

Facebook
Twitter
LinkedIn
Pinterest
Pocket
WhatsApp

Zapisz się na newsletter

Nigdy nie przegap żadnych ważnych wiadomości. Poinformujemy Cię o nowym wydaniu magazynu Forum Czystości. Zapisz się już teraz!